...fragmenty z życia prelegenta, nauczyciela i nie tylko...

12. Letnia Akademia Filmowa

w Zwierzyńcu oraz 4. Ogólnopolski

Konkurs Prelegentów Filmowych


Wiem, 12 Letnia Akademia Filmowa w Zwierzyńcu już dawno za Nami (skończyła się 15 sierpnia), ale emocje, sprawy osobiste sprawiły, że relację z tej imprezy zamieszczam dopiero teraz. A jest o czym wspominać.

Po pierwsze dlatego, że wspaniale było zobaczyć to grono ludzi, które było mi dane spotkać w zeszłym roku, i poznać jeszcze więcej ludzi w bieżącym. To dla tych ludzi warto tłuc się z drugiego końca Polski na przeurokliwego Roztocze. W tym miejscu dziękuje Wam kochani (wszystkim bez wyjątku i każdemu z osobna) za wspaniałe chwile, za imprezę na dobry początek i na koniec, za Kikut-party, za kociołek wspaniałości, za kawę i ciastko, za kąpiele i powroty ze śpiewem, za rozmowy.  A tak po prostu, ZA TO ŻE JESTEŚCIE.

Po drugie, w tym roku przyjechałem na LAF jako juror  4. Ogólnopolskiego  Konkursu Prelegentów Filmowych. Nowe, i jakże cenne doświadczenie dla mnie jako prelegenta. Grono współjurorów miałem naprawdę zaszczytne: Maciej Gil (przewodniczący Rady  Polskiej Federacji Dyskusyjnych Klubów Filmowych), Adam Garbicz (krytyk i historyk filmu, doświadczony prelegent, autor cyklu „Kino, wehikuł magiczny), Donata Adler (ekonomistka i pedagog, trenerka i konsultant w zakresie PR, promocji i marketingu) oraz Janusz Korosadowicz (działacz ruchu klubowego, doświadczony prelegent, laureat 1. Ogólnopolskiego Konkursu Prelegentów Filmowych w 1976 roku).  Oglądanie, a przede wszystkim słuchanie konkursowych prelekcji było ciekawym zjawiskiem i miłym(a czasem niemiłym) zaskoczeniem. Chciałbym jeszcze raz pogratulować zwycięzcom tegorocznego konkursu: panu Wojciechowi Bronowskiemu (74-latek, animator kultury, reżyser, recytator i aktor, założyciel i przez dziesiątki lat prezes DKF-u Ekran w Rybniku) oraz Karolowi Szafrańcowi (student filmoznawstwa UJ, animator kultury, prowadził DKF Kot w Nowym Sączu). Oby dwaj zdobyli główną nagrodę w konkursie prelegentów, a Karol jednocześnie został nagrodzony przez publiczność zwierzynieckiego kina Jowita Nagrodą Publiczności.  Jurorom chciałbym podziękować za współpracę.

Po trzecie, miałem okazję wygłosić prelekcję do 4 filmów. Do  filmu „Lincz” w reżyserii Krzysztofa Łukaszewicza, „Hej, Skarbie” w reż. Lee Danielsa, „Szukając Erica” w reż. Kena Loacha oraz do „Chico i Rita” w reż. Fernando Treuby. Prelekcję zamieszczę powyżej  więc nie będę tutaj się długo rozwodził. Czekam na cenne dla mnie komentarze z Waszej strony.

Po czwarte, kąpiele nad Echo w piękne sierpniowe noce bezcenne.

Och działo się, działo. Do zobaczenia już za rok.

 

http://wojtanek.bloog.pl/id,330274356,title,12-Letnia-Akademia-Filmowa-w-Zwierzyncu-oraz-4-Ogolnopolski-Konkurs-Prelegentow-Filmowych,index.html?ticaid=6d7cc


 

WAKACJE ZA JEDEN UŚMIECH

Tygodnik Powszechny nr 34 (3189) 22 sierpnia 2010

Łukasz Maciejewski

W centrum życia festiwalowego kwitnie w najlepsze życie turystyczne i krajoznawcze. Góry, pagórki i doliny. Dla każdego coś miłego.

Festiwalowe filmowe lato jest coraz dłuższe. Zaczyna się w maju, kończy dopiero w październiku. Kilkadziesiąt różnych imprez - każda chce być wyjątkowa, najciekawsza, jedyna w swoim rodzaju. Mam jednak wrażenie, że tylko w Zwierzyńcu, na Letniej Akademii Filmowej, nazywanej popularnie LAF-em, udaje się połączyć autentyczną radość z wakacji z "uśmiechem kina". LAF nie jest luksusem ani popisem. Daje się lubić.

Pies Marysieńki

Lasek - nie las, bloczki mieszkalne - nie bloki, najwyżej dwa piętra. Bilans zysków i strat. Zdrobnień i pogrubień. Do Zwierzyńca przyjeżdżam od lat, dlatego od razu dostrzegam zmiany. W tym roku przybył kolejny hotel i duży sklep spożywczy w centrum. Są nowe drogi. Ładniej i czyściej. Ale poza tym constans. Autochtoni jeżdżą na rowerach. Niespiesznie, koło za kołem, bo kto by się spieszył. W ogródkach kwiaty. Zadziwiająca liczba bławatków, kremowych skabioz, cykorii. Drzewa mają poussinowski koloryt puszystego brązu oblanego złotem. Jest leniwie, cicho, spokojnie.

Zwierzyniec leży w sercu Roztoczańskiego Parku Narodowego. Niewielka przestrzeń, ale dookoła same wyjątkowości. Dwustuletni browar, stałe trasy rowerowe, stawy Echo, zalew w Rudce, spływ kajakowy. W miasteczku - wspaniale iluminowany barokowy kościół wybudowany na wysepce pośrodku stawu. Jedno z wielu wspomnień obecności rodu Zamojskich. W ówczesnej ordynacji bywali m.in. Jan Kazimierz, Władysław IV czy Michał Wiśniowiecki. Podobno właśnie tutaj wybuchła namiętność Marii Kazimiery d'Arquien i Jana Sobieskiego. Pomnik psa Marysieńki Sobieskiej stoi na wyspie Stawu Kościelnego do dzisiaj.

Nic zatem dziwnego, że w centrum życia festiwalowego kwitnie w najlepsze życie turystyczne i krajoznawcze. Góry, pagórki i doliny. Dla każdego coś miłego. Ale Zwierzyniec w sierpniu to jednak przede wszystkim filmy. Kino ze znakiem jakości. W sześciu zaimprowizowanych salach zaprezentowano ponad trzysta tytułów z różnych stron świata. Wybranych przez szefa Akademii, Piotra Kotowskiego, ze smakiem, ale zaadresowanych w zasadzie do każdego. Hitem festiwalu była retrospektywa Asty Nielsen, duńskiej vendetty kina niemego. Wydarzeniem ? przeglądy filmów Jacques'a Tati i Marca Bellocchio. W Zwierzyńcu, pod hasłem "Od apartheidu do mundialu", odbyła się bodaj pierwsza w Polsce prezentacja kina afrykańskiego, ze szczególnym uwzględnieniem twórczości Jamiego Uysa.

W związku ze 150. rocznicą urodzin Antoniego Czechowa można było obejrzeć filmowe adaptacje tego wielkiego rosyjskiego pisarza. Kolejne cykle LAF-u: "Elegia dla konia", "Kłopoty z Witkacym", "Polskie kino w perspektywie Łódzkiej Szkoły Filmowej" wzbogacone o najciekawsze filmy czeskie, węgierskie, słowackie i duńskie, wreszcie tytuły z repertuaru kin studyjnych, świadczą zarówno o ambicjach, jak i rozmachu imprezy, której zaletą jest paradoksalnie skromność. Podejrzewam, że tysiące kinomanów przyciąga do Zwierzyńca również bezpretensjonalność. Tutaj nikt nie stroi się w cudze ciuchy, nie robi min, nie udaje światowości. Na Letniej Akademii Filmowej nie ma żadnych bankietów, telewizyjnych kamer, przepisowych garniturów. Nie przyjeżdżają gwiazdy i gwiazdeczki. Nie ma nagród i plebiscytów publiczności. W nazwie nie pojawia się nawet hasło "festiwal". Celebra dotyczy jedynie filmowego wyrafinowania.

Zachwyty i oczarowania

Stoję nad jeziorem i przyglądam się niebanalnej kaczce. W ogóle się nie boi. Wyszła z cienia nenufarów. Mruży oczy, chowa główkę w sakwojaż z piór. Piórka są szare, brunatne, ale kilka niebieskich. Te ostatnie napawają dumą. Cień niezgrabnego ptaka wyłaniający się z tafli jeziora przypomina mimowolnie wodny teatr lalkowy. Najpewniej z "Podwójnego życia Weroniki". W Zwierzyńcu wciąż bawimy się w kino. Niebanalnie.

Gianni Amelio, wybitny włoski reżyser, który na Letniej Akademii Filmowej doczekał się pierwszej w Polsce retrospektywy, jest najlepszym z najmniej znanych autorów włoskiego kina. Jego filmy trudno zestawiać z klasykami - Antonionim, Pasolinim czy Fellinim: Amelio nie poszukuje nowego języka, gramatyki filmowej, poprzestaje na sprawdzonych strukturach, ale za każdym razem mówi jednak coś bardzo ważnego. Interesuje go bohater spoza centrum. Emblematycznym przykładem tej twórczości jest "Złodziej dzieci" (1992), wspaniałe artystyczne spełnienie reżysera. Jedenastoletnia prostytutka Rosetta oraz jej ośmioletni, zbyt dojrzały i  smutny braciszek mają zostać odtransportowani przez jednego z karabinierów do domu dziecka. Podróż się przeciąga. W sierocińcu pozbywają się dziewczynki, twierdząc, że wywarłaby zły wpływ na inne dzieci. Trójka outsiderów rusza znowu. Podróż się wydłuża: znaczą ją kolejne miejsca, przystanki, rozmowy. Policjant zaprzyjaźnia się z Rosettą i Lucianem. Skrzywdzone dzieci, łamiąc niepisaną umowę, otwierają się na nowo poznanego, nieśmiałego i zagubionego opiekuna. Dla całej trójki to spotkanie będzie przełomem. Pomiędzy pierwszym, nieufnym spojrzeniem a ostatnią łzą, wytartą w zasmarkany rękaw chłopczyka, rozegra się ich życie. Zawsze będą tęsknić za niedefiniowalnym poczuciem bezpieczeństwa inicjacyjnej podróży, które wynikało z mimowolnego rozpoznania w sobie "twarzy innego" (patrz Lévinas). To miłość.

Patrzyłem na ten film zafascynowany. W zasadzie wszystko powinno wyglądać inaczej. Karabinier w finale powinien okazać się obrzydliwym pedofilem, dziewczynka intrygantką, a świat dookolny - "odrażający, brudny i zły". Amelio nie jest infantylny. Dostrzega zło świata (Rosetta, wyglądająca prawie identycznie jak Paulina Borghese na rzeźbiarskim portrecie wykonanym przez Canovę, ogląda własne, okrutne zdjęcia w tabloidzie), ma jednak odwagę powiedzieć, że większość to ludzie dobrzy. Jesteśmy silni, bywamy piękni, potrafimy kochać. Terapia wynikająca z kina to również siła takiego przekazu.

Albert Lamorisse - przedwcześnie zmarły (w katastrofie lotniczej), tajemniczy francuski reżyser, określany niegdyś "poetą o tkliwym sercu" jest autorem zaledwie kilku średniometrażowych filmów o smutku dzieciństwa - "Czerwonego balonika" (1956), "Podróży balonem" (1960), "Fifi-Piórka" (1965). Ale jego kino zyskuje wciąż nowych miłośników. W ubiegłym roku, również na polskich ekranach, można było zobaczyć "Podróż czerwonego balonika" z Juliette Binoche - film tajwańskiego reżysera, Hsiao-hsien Hou, będący hołdem dla twórczości Lamorisse'a. Dorota Kędzierzawska, zagadnięta niegdyś przeze mnie, kto był dla niej największą inspiracją na początku drogi, odpowiedziała bez wahania: "Wyłącznie Albert Lamorisse?" W Zwierzyńcu pokazano "Białą grzywę", najsławniejszy film tego reżysera, nagrodzony w 1953 r. Złotą Palmą w Cannes.

Konie, dzikie konie, z doliny Rodanu albo Camargue, i historia chłopca, który postanowił ujarzmić pięknego rumaka - tytułową "Białą Grzywę". Film Lamorisse'a jest mitem o przyjaźni człowieka i zwierzęcia, jednocześnie mitem o daremności wyczekiwania na szczęście, o wstydzie pierwszych marzeń. Siedmioletni Folco, uciekając przed okrutnymi strażnikami, uczepiony w białą grzywę rumaka, utonie razem z nim. Komentarz z offu: ?Oboje trafili do raju, w którym przyjaźń zwierząt i ludzi była możliwa?.


Dojrzałe czereśnie

Jak w fudze odegranej przez Glenna Goulda. Równorzędne zwierzynieckie głosy współgrają ze sobą, współdziałają i współbrzmią, nie zwalczając się nawzajem. Z Bartkiem i Kamilą wędrujemy nad jezioro. Znowu filmowy widok. Małoletni karatecy w nieśmiertelnym kostiumie Bruce'a Lee wymachują rękami. Prada, pies Bartka, marzy o kąpieli. Piwo z tutejszego browaru. Woda, kąpiel w słońcu.

Albo Wąska - na północ od zwierzynieckiego ratusza. W rankingu najpiękniejszych uliczek, jakie kiedykolwiek widziałem, ma swoje honorowe miejsce. Rynek w Krakowie, Champs-Élysées, plac św. Marka. Wszystko, co kochamy. Ale Wąska pyszni się skromnością. Jest naprawdę wąska. Jedna osoba przejdzie bez problemu, ale dwie - już nie bardzo. Historia zatrzymała się na Wąskiej w połowie drogi. Wszystko stanęło: w XVII, XIX wieku. Wędrując tą trasą dzisiaj, Mickiewicz nie byłby szczególnie zdziwiony. Domy biedne, ale zadbane. Wybielone albo drewniane. W oknach pelargonie. W sadach kalarepa, floksy i (moje ulubione) śmierdziuszki

Pusto i cicho. Na drzwiach którejś posesji napis - wymalowany farbą - "ja tu pilnuję, ja gryzę". Nie widać nawet ratlerka. Ale drzwi szeroko otwarte, zapraszają. Przyglądam się ciekawsko. Piec kaflowy, w centrum izby łóżko, na poduszce ziewa kot. Przed gankiem trzy krzesła. Proste, drewniane, barwa dawnoróżowa. Kilka jabłek. Proszą o zjedzenie.

"Zakwitły dziś czereśnie na dziesięć dni przed terminem - i to jest dla mnie nagle ważniejsze niż wszystkie gagariny, Czombe i cały przewrócony do góry nogami świat" - pisze Iwaszkiewicz w "Dzienniku". Co jest naprawdę ważne? Walka o krzyż przed Pałacem Prezydenckim czy cicha batalia o zachwyt w Zwierzyńcu? Spacer Wąską jest dla mnie jak modlitwa. Jak odprawianie rytuału, bez którego wyjazd na Akademię nie byłby pełny. Dopóki trwa ulica Wąska, wszystko będzie dobrze. Czereśnie zakwitną znowu.

 

Tarpany nad stawami Echo, Roztocze, okolice Zwierzyńca. / fot. Tomasz Wiech

 


Licznik Gości

Liczba wizyt [+/-]
Dzisiaj:
Wczoraj:
Przedwczoraj:
78
192
149

+43
W tym miesiącu:
Ostatniego miesiąca:
Przedostatniego miesiąca:
2397
3598
3922

-324

-------------------------
Od początku 2 388 629